Wszystko zaczyna się przy tafli. Płaskie lustro odbija świat punkt w punkt, bo światło wraca od równej powierzchni pod tym samym kątem, pod jakim padło - to jedno z najstarszych praw optyki. Wystarczy wygiąć taflę w łuk, żeby te same promienie rozeszły się w różne strony, a odbicie zaczęło się rozciągać i kurczyć. Skąd taka atrakcja na placu zabaw? Z jarmarcznych bud XIX wieku, gdzie wygięte lustra ustawiano rzędem, a przechodnie przystawali, żeby popatrzeć na swoje wykrzywione odbicia; z jarmarków trafiły do lunaparków i domów śmiechu, a na początku XX wieku rozsławiło je Coney Island.
Żeby ta zabawa dawała się powtarzać latami, krzywe lustra na placu przedszkola, szkoły czy szpitala nie mogą być ze szkła. Tafla jest tu z polerowanej stali nierdzewnej - nie stłucze się i nie zostawi ostrych odłamków pod stopami dzieci. Konstrukcja jest ocynkowana i malowana proszkowo, więc deszcz, mróz i słońce jej nie ruszają, a odbicie działa bez prądu i bez baterii: wystarczy stanąć przed lustrem. Urządzenie pracuje na zewnątrz przez cały rok, także zimą, i jest objęte gwarancją. Producentem są Naukowe Place Zabaw, a krzywe zwierciadła powstają w Polsce.
Cztery elementy: trzy decydują o tym, jak wygląda odbicie, czwarty trzyma taflę na placu.