Wszystko zaczyna się od jednej kuli. Odchylona i puszczona skrajna kula uderza w sąsiadkę, a porcja ruchu przeskakuje z kuli na kulę wzdłuż całego szeregu. Kule w środku prawie nie drgną, bo natychmiast oddają dalej to, co dostały, więc z przeciwnego końca odskakuje ostatnia kula, choć nikt jej nie dotknął. Skąd wiadomo, że to fizyka, a nie sztuczka? Doświadczenia ze zderzeniami zawieszonych kul opisał Isaac Newton w dziele „Principia” z 1687 roku, a przyrząd, który je ilustruje, nosi jego imię. Zwykle stoi na biurku i mieści się w dłoni - tu urósł do rozmiaru placu zabaw.
Żeby to samo doświadczenie dawało się powtarzać przez lata, kołyska musi znieść i tysiące uderzeń, i każdą pogodę. Kule oraz ich zawieszenie wykonano z metalu, który nie rdzewieje, a nośną ramę ocynkowano i pomalowano proszkowo - powłoka chroni stal przed wilgocią, mrozem i słońcem. Urządzenie pracuje na zewnątrz przez cały rok i jest objęte gwarancją. Ruch kul bierze się wyłącznie z ręki dziecka, więc doświadczenie działa bez prądu, bez wody i bez materiałów, które trzeba uzupełniać. Producentem są Naukowe Place Zabaw, a kołyska powstaje w Polsce.
Cztery elementy: kule, ich zawieszenie, rama i zakotwienie - każdy odpowiada za inną część doświadczenia.