Wszystko zaczyna się przy okularze. Dziecko przykłada do niego oko, powoli kręci ostrością i patrzy, jak rozmyta plama zamienia się w kratery Księżyca albo w ptaka na gałęzi kilkaset metrów dalej. Co dzieje się w środku tubusa? Obiektyw zbiera światło z odległego obiektu i tworzy z niego obraz, a okular ten obraz powiększa. Pomysł nie jest nowy: w 1608 roku holenderski okularnik Hans Lippershey złożył dwie soczewki i przybliżył odległy kościół, rok później Galileo Galilei skierował taką lunetę w niebo, a dwieście lat po nim John James Audubon rysował przez nią ptaki Ameryki.
Luneta jest szczelna, a konstrukcja ocynkowana i malowana proszkowo znosi deszcz, mróz i słońce. Działa latem i zimą, bez chowania pod dach, a tubus osadzono na słupku zakotwionym na stałe w podłożu. Obraz w okularze jest prosty, nie odwrócony, więc drzewo w lunecie stoi tak samo jak w terenie. Lunety nigdy nie kieruje się na Słońce bez filtra; szklany filtr słoneczny nakręca się wyłącznie na obiektyw tubusa astronomicznego. Urządzenie pracuje na zewnątrz przez cały rok i jest objęte gwarancją. Producentem są Naukowe Place Zabaw, a lunety powstają w Polsce.
Pięć elementów: trzy decydują o tym, co i jak widać, a dwa dają nieruchomą podstawę i wygodę przy okularze.